UWERTURA CZEGOŚ, CO NIGDY SIĘ NIE SKOŃCZYŁO

Uwertura czegoś, co nigdy się nie skończyło

W tym roku dostałam na urodziny prezent, którego się nie spodziewałam, którego nie oczekiwałam, a który przyniósł mi więcej radości, niż jakikolwiek inny. W dniach 16-22.11 dom mody Gucci, pod nadzorem kreatywnym projektanta i dyrektora marki Alessandro Michele oraz reżysera Gusa Van Sant (odpowiedzialnego m.in. za filmy „Słoń”, „Buntownik z wyboru”, „Szukając siebie”), światło dzienne ujrzał mini serial, będący częścią innowacyjnego festiwalu online.

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że tekst zawiera spoilery. Trzeba obejrzeć całą serię – która jest dostępna na szeroko dostępnych, bezpłatnych platformach jak YouTube i trwa łącznie około 90 minut, czyli tyle, ile przeciętny film długometrażowy, więc nie powinno być to dla nikogo trudne – zanim przystąpi się do oglądania. Nie dlatego, że jest to fabularyzowany projekt i mogłabym zdradzić twisty fabularne czy zakończenie, ale dlatego, że nie chciałabym uprzedzić niezmąconego niczym, czystego, szczerego, nieświadomego odbioru, którego sama doświadczyłam. Są rzeczy, które trzeba przeżyć, bo nie da się ich wyrazić najpiękniejszymi nawet słowami. Cóż, ja przynajmniej w swoich zasobach takich nie znajduję. Nie żartuję. Idźcie, obejrzyjcie i wróćcie. Chyba, że jak ja przebieraliście z nogi na nogę, odkąd dowiedzieliście się o premierze, jesteście już dawno po zakończonym seansie i nie możecie utrzymać się w sobie. Jeśli tak – doskonale was rozumiem.

To jak, obejrzane? Szczęki na ziemi, łzy na policzkach i ogólne umysłowe skołowanie? U mnie właśnie takie skutki uboczne wywołał seans. Nie mogę odeprzeć wrażenia, że ten miniserial największego, najbardziej wpływowego domu mody na świecie w ogóle nie jest o ubraniach. Albo właśnie próbuje uświadomić widzowi, że ubrania to więcej, niż okrycie wierzchnie ciała. Kolekcja to nie tylko konkretny styl, nurt, tkanina i wykrój. Z pewnością także jest czymś więcej niż sztywnymi modelami idącymi po wybiegach, ale o tym w Gucci zorientowali się już dawno – mało który dom mody może pochwalić się taką różnorodnością na pokazach, jak ten. Nic dziwnego, że dopasowanie kampanii i promocji nowej kolekcji do obecnych czasów nie przysporzyło im problemu. Po co zamykać szychy z branży na ograniczonej powierzchni i pokazywać im, jak ubrania pracują na wybiegu, skoro można za darmo, inkluzywnie pokazać je w formie, którą lubimy najbardziej!… Czyli podczas jesiennej prokrastynacji i pochłaniania seriali podczas leżakowania pod kołdrą, z herbatką, przy świecach. 

Oszałamia mnie, jak wiele tematów, wartości przedstawia ta seria. Jak wiele cytatów jest wartych zapamiętania, chociaż pada tak niewiele słów. Jak w krótkich formach twórcom udało się przekazać tak zawiłe treści, w dodatku w niebanalnej oprawie graficznej, o kostiumach i charakteryzacji nie wspominając. Gdyby serię potraktować jako jedną całość, spójny film, to znalazłby się on w topce moich życiowych faworytów. Zarówno Gus w swoich filmach, jak Ale w projektach, podchodzą do opowieści w sposób okrężny, niebezpośredni, ale sugestywny i pełen uczuć. Tak niebiańska kolaboracja musiała zaowocować wyniesieniem ubrań daleko poza ich wystylizowane strefy komfortu.

Główną bohaterką tej siedmioczęściowej, multimedialnej sztuki jest androgeniczna aktorka i performatorka Silvia Calderoni. Miniserial dokumentuje kilka dni z jej życia – częściowo rzeczywiste, częściowo zmyślone sytuacje. Kamera podąża za nią do z pozoru zwykłych miejsc, ale jednocześnie pięknych i niespotykanych, bo przecież akcja dzieje się w Rzymie. W kolejnych akapitach chciałabym podjąć próbę poukładania sobie w głowie tej groteskowej rzeczywistości, którą przedstawia „Uwertura(…)”.

W domu

Zanim jeszcze rozpocznie się akcja, w konsternację wprawia sam wystrój wnętrza domu. Moje brwi unosiły się w górę w miarę odsłaniania obrazu w sypialni głównej bohaterki – krajobraz wymiarów ściany w przedniej części został urozmaicony kinowymi rzędami krzeseł, zwróconymi tyłem do oglądającego. Być może był to pierwszy sygnał tego, iż będziemy świadkami czegoś teatralnego, wyreżyserowanego, choć osadzonego w znanym, codziennym otoczeniu. Następnie poznajemy główną bohaterkę, której płeć przez chwilę może pozostać tajemnicą z uwagi na androgeniczny wygląd. Jest ubrana w bardzo standardową piżamę 😉 – dopasowany, półprzezroczysty kostium z nasutnikami w kształcie serduszek. Podążamy za nią aż do… toalety, gdzie czekamy, aż spełni potrzeby fizjologiczne. Na tym etapie, czyli w około piątej minucie, wiedziałam już, że jestem na swoim miejscu i oglądam najwspanialszą brednię, jaka istnieje. Apogeum absurdu następuje w momencie porannych ćwiczeń Silvii. Włączony na ten czas telewizor transmituje… wiadomości? Fragment wywiadu? W przemówieniu filozofa i pisarza Paula B. Preciado, płynącym z kolorowego pudła, przewijają się treści o seksualności i orientacji seksualnej, prawach człowieka, miłości, rewolucji, niepełnosprawności – to wszystko podczas jogi i rozciągania. Nieczęsto (o dziwo) słyszymy w filmach tak dosadne stwierdzenia o tak ważnych tematach. Po tej scenie następuje jeszcze kilka pomniejszych, ale nic nie przebije porannej jogi, nawet jeżdżenie rowerem w kółko po mieszkaniu czy wyrzucanie przez balkon sukienki z kolekcji FW2015.  

W kawiarni

Bohaterka opuszcza mieszkanie. Śledzimy jej stopy przyodziane w wysokie, białe skarpetki i mokasyny do tytułowej kawiarni. Tam znów pojawia się sukienka i zaczynam rozumieć, że musi być w jakiś sposób istotna. Być może ubrani w nią ludzie mają po prostu oznaczać podobnych do siebie, ergo niemodnych? W kawiarni toczą się różne rozmowy, a ich poziom jest różny w zależności od tego w co i czy w ogóle są ubrani. Ludzie w nudnej, kwiecistej sukience (przestarzałej kilka sezonów) prowadzą z pozoru wygórowane konwersacje, chociaż o niczym. Ci ubrani w najnowszą kolekcję Gucciego, w niesamowicie eklektyczny i wysmakowany sposób, rozważają przy kawie o ratowaniu planety, paraleli natury i szczęścia oraz o trygonometrii. Przy barze zaś siedzi zupełnie naga para, jakoby niezdająca sobie sprawy ze swojej nagości, i przeprowadza następujący dialog: „Często widzę słoneczniki, nawet kiedy śpię. I zepsuł mi się telewizor. To się zdarza od czasu do czasu” – „Jesteśmy całkiem normalną rodziną” – „I jest czerwona.” – „A więc chcesz zostać modelem?” – „Tylko kiedy pada”. W odcinku występują kolejne osobistości świata artystycznego, m.in. piosenkarka i poetka Arlo Parks.

Na poczcie

Poza tym, że kilka osób próbuje wysłać kilka zupełnie niewysyłanych obiektów, jak klatka z ptakiem w środku, Sylvia próbuje napisać list. Ostatecznie jest on mniej więcej tej treści: „Mimo, iż oddychamy tym samym powietrzem, zwykłym tlenem, robiącym niesamowite rzeczy, Twoja energia wygląda oszałamiająco. Jak lśniące pole magnetyczne. Moja miłość jest przypieczętowana każdym kolorem tęczy” –nie wiem jak na was, na mnie na pewno taki list miłosny zrobiłby wrażenie. Potem następuje bardzo swobodna rozmowa między historykiem i krytykiem sztuki Achille Bonito Oliva a Harrym Stylesem. Muza domu mody Gucci odbiera telefon (Z KLAPKĄ!) by porozmawiać o tym, że żyjemy w niespokojnych czasach pełnych konfliktów, oraz o tym, że tworzenie naszej własnej sztuki jest tym, co zawsze chcieliśmy zobaczyć lub usłyszeć, a co nigdy nie było stworzone. Następuje więc niekomfortowy moment, kiedy już coś stworzysz, kiedy nie wiesz, czy kochasz to, czy tego nienawidzisz, bo nie wiesz jeszcze czym jest. Także o tym, że czerpiemy w twórczości z przeszłości, bo to nasz jedyny punkt odniesienia oraz że nie mamy wiary w przyszłość. Typowe luźne rozmowy na poczcie.

W teatrze

Czwarty epizod pokazuje mimochodem kilka ćwiczeń aktorskich, wśród których najpopularniejsze są chyba lustro, czyli odbijanie ruchów i mimiki partnera oraz techniki rozluźniające ciało. Duża część wygląda na improwizowaną. Główna bohaterka najpierw odstresowuje się przed występem wraz z Jeremym O.Harrisem, amerykańskim aktorem i dramatopisarzem, by potem dołączyć do aktorów na scenie i odbyć taneczny performance. W tej części bardzo łatwo rozróżnić rzeczywistych aktorów od modeli, polecam przyglądać się uważnie dokładności ich ruchów. 

Sąsiedzi

Nareszcie coś, z czym łatwo nam się będzie utożsamić – obserwowanie sąsiadów. Czy wy też czasem nie otwieracie okiennic tylko po to, by zobaczyć jak wasz sąsiad z pierwszego piętra suszy peruki, sąsiadka z naprzeciwka maluje obraz bujając się na huśtawce, starsza para recytuje poezję, a ktoś jeszcze inny bierze na balkonie kąpiel w ubraniach? Naprawdę, jedyne co mnie przeraża i zaskakuje w tym odcinku, to fakt, że Billie Eilish bawi się z mecho-psami. Dlaczego tam były robotyczne psy??!? 

W vintage shopie

Ten, na którym płaczecie oboje – Ty i Sylvii. Florence Welsh wnosi bowiem do sklepu z ubraniami swoją niespotykaną, niebiańską energię i robi coś absolutnie magicznego – anonimowo wrzuca do kieszeni ubrań liściki. Treść jest, jak przystało na piosenkarkę, poetycka – „Jutro może być inne”, „Z deszczem przychodzą sekrety”, „Miód płynie ulicami”. Jest w tym coś wariackiego i jednocześnie uroczego. Florence ogląda ubrania i dodatki, ale w przeciwieństwie do reszty klienteli, żadnego nie przymierza. Jakby była zbyt boska, by dotknąć ich przyziemnej natury. Sama nie powstrzymałabym się, gdybym w rzeczywistości natrafiła na butik Gucciego pod przykrywką vintage shopu. Przymierzyłabym każdą jedną rzecz, i nad każdą uroniłabym łzę podziwu i niedowierzania. 

Nocny spacer

Wyznanie miłosne w wielkim stylu. Akcja zaczyna się pod klatką – Sylvia próbuje dodzwonić się do Pink (tak naprawdę Lu Han, najbardziej popularnej gwiazdy rozrywki w Chinach) – gdy grupowo wychodzą z niej rozkojarzeni imprezowicze i w swoim zdezorientowaniu kierują się w górę ulicy. Po chwili z bramy wyłania się sam Gus Van Sant, przytomnie wita się z Sylvią i kieruje się w dół ulicy, a jego pewność kierunku zdaje się świadczyć o tym, że jest to dobry, jedyny właściwy kierunek. A może po prostu inny niż ten obierany przez młode pokolenie? Choć Sylvia w piękny, iście różowy sposób wyznaje Pink miłość przez domofon, ta odrzuca ją i w ostatecznym geście odcina się od przeszłości ucinając pokaźny rąbek pewnej czerwonej sukienki. Główna bohaterka rezygnuje więc z romantycznych podbojów i także kieruje się w górę ulicy. Potem widz dostaje kilka pięknie skadrowanych przebitek najważniejszych miejsc w Rzymie pod osłoną nocy. Calderoni błądzi uliczkami miasta, by na koniec niespodziewanie skręcić w zupełnie ustawioną scenografię ulicy w teatrze. Za sprawą kamery zostajemy odciągnięci od sceny, pozostawiając Sylvię w półmroku.

 

Siedmioczęściowe dzieło opowiada o wszystkim, nie mówiąc o niczym wprost. Niejednokrotnie jest nam podtykany pod nos motyw teatru, czujemy się obserwatorami czegoś nie z tego świata. Możemy dewagować, czy ma to nam uświadomić o realizmie, a może odrealnieniu sztuki, a nawet samego życia. Ścieżka dźwiękowa jest niezwykle zróżnicowana, głównie dają się słyszeć opery, ale parę razy wybrzmiewa też alternatywny singiel najbardziej popularnej aktualnie artystki świata – „Therefore I am”. Żaden kolor i dodatek nie są przypadkowe, a jeśli do tej chwili nie było to jasne – cała garderoba dla aktorów składa się tylko i wyłącznie z najnowszej kolekcji domu mody Gucci. Widzimy najbardziej ikoniczne stylizacje i dodatki, m. in. jedwabną suknię z żorżety, z haftem cekinowym czy torebkę – piłkę do kosza. Dosłownie – I mean, dosłownie – wzruszałam się na widok każdej pary retro okularów, jedwabnego dresu, złotego łańcuszka, pojedynczego kolczyka w uchu. Na dźwięk pocierających o siebie cekin, wsuwanych butów, przesuwających się po ramionach dzianin i głaskania futer – tak, zadbano, by wszystkie te elementy było wyraziście słychać. 

W tym przedziwnym świecie fantasmagorii kampowo-eklektyczna kolekcja Gucciego wygląda zupełnie codziennie, casualowo, na miejscu. A jaki jest sens i cel tego wszystkiego? Sam pomysłodawca – Allesandro Michele – mówi, że projekt był dla niego formą eksperymentu, z którego chciał się jak najwięcej nauczyć. „Nie ma czegoś takiego jak ostateczne znaczenie, bo to sprowadziłoby wrażliwość do czegoś zrozumiałego” – mówi – „W końcu na tym polega urok życia: w nieskończonej różnorodności jego możliwości ”. 

Ja mogę wyrazić swoją wdzięczność za tę serię tylko tak: Alessandro, Gus, w pewnym sensie chcę tylko powiedzieć, że nigdy nie zapomnę sposobu, w jaki powiedzieliście mi wszystko, nie mówiąc nic.

 

Follow
...

This is a unique website which will require a more modern browser to work!

Please upgrade today!